środa, 2 grudnia 2015

7. Stul kości pod kocykiem.../cz. I - jeffi'k

   Nazywam się Jessica. Chcę wam opowiedzieć co mi się przydarzyło. Był zwykły jesienny dzień, padał deszcz. Wracałam ze szkoły z kolegą.

   Szliśmy przez szare miasto, rozmawialiśmy o bzdurach.

- Jak tam u ciebie w szkole gówniaro? - zapytał w przyjaciel. Wspomnienia dzisiejszego dnia przeleciały mi przez umysł. Przypomniałam sobie jak chłopak mnie zranił i pokłóciłam się z przyjaciółką.
- Okej, chociaż bywało lepiej... A u ciebie? - Wiecie jak to jest kiedy wasz przyjaciel zna was bardzo dobrze, a może nawet lepiej niż wy sami znacie siebie?
-  Już ja znam ten wyraz twarzy... Kogo mam zabić? - uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Nieważne... Bardzo go kocham, ale dziś mnie odepchnął od siebie... Co powinnam zrobić?- zapytałam się go. On spojrzał na niebo, a chwile po zastanowieniu odpowiedział:
- Zebrać ludzi i mu dojebać... Nie jesteś kimś kogo można ranić, okłamywać czy odpychać od siebie... Nie pamiętam ciebie takiej. Zranionej, smutnej i ze wzrokiem zbitego kundla... Nigdy taka nie byłaś, martwię się o ciebie, ale jeżeli ktoś cię zranił ty masz mi o tym powiedzieć, a ja mu dojebie - spuściłam na chwilę głowę. Miałam ochotę się popłakać. Chciałam przestać dusić to w sobie, ale nie chciałam mu pokazać, że robię się słaba.
- Wiesz jak to jest kiedy osoba która ci się podoba nagle mówi, że do siebie nie pasujecie, za krótko się znacie, coś jest ważniejsze od ciebie, bądź różnica waszego wieku jest według niego za duża? Nie chcesz żeby tę osobę spotkało cos złego, ale nie chcesz być natrętnym... Kiedy czujesz się bezużyteczny i chciałbyś nie istnieć? Ja tak mam od tamtego zdarzenia cały czas... Ale nie chcę nikogo na niego zsyłać, a wiesz czemu? - przyjaciel spojrzał na mnie i pokręcił przecząco głową - Bo nic na lepsze się nie zmieni, a może się nawet pogorszyć, bo chcesz chociaż móc widywać tę osobę raz na miesiąc, byleby usłyszeć jej głos, byleby tę osobę zobaczyć... A napadnięciem na niego nie zmusisz go do miłości... I nawet nie chcesz go zmuszać bo wiesz, że może być nieszczęśliwy... - pojedyncza łza spłynęła po moim poliku, paląc mnie niemiłosiernie. Na szczęście wcześniej zaczęło padać i nie było widać, że się popłakałam... 
   Byliśmy już pod moim blokiem więc pożegnałam się z przyjacielem i poszłam do domu.

************ ~` 23:33

   Podobno jeżeli spojrzysz na zegar, a na nim trzy ostatnie cyfry to będą trójki, to przydarzy ci się coś okropnego. Ja oczywiście w te bajeczki niespecjalnie wierzę.
Grałam sobie spokojnie w Grę kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi.
Moi rodzice wyjechali zostawiając mnie samą na dwa miesiące.
   Powiem szczerze,że nie jestem realistką i wierzę w duchy i inne koszmarne rzeczy, ale nie w przesądy. Pomijając fakt, że kocham także Horrory.Oryginalnie, co nie? Poszłam do kuchni i wzięłam tasak do mięsa. Podeszłam do drzwi i wyjrzałam przez judasza. Światło było zgaszone i nic nie widziałam. Czekałam tak chwile przy drzwiach, aż usłyszałam ponowne pukanie. Z czasem przerodziło się  ono w walenie do drzwi. Bałam się i nie chciałam ich otwierać. Nastała chwila ciszy, potem ktoś zaczął majstrować przy zamku. Przerażona pobiegłam do pokoju, opatuliłam się moim czarnym kocykiem i  schowałam się pod łózko. Miałam nadzieję, że to tylko... No właśnie, nie miałam żadnego pomysłu na uspokojenie się, a wytłumaczenie - To tylko wiatr nie ma się czego bać - nie wchodziło w grę. Usłyszałam huk zamka i skrzypienie otwieranych drzwi. Słyszałam bicie mojego serca i zaczynałam bać się coraz bardziej że ten ktoś tez je usłyszy. Słyszałam kroki. Schowałam się głębiej pod łóżko. Kiedy ten ktoś wszedł do mojego pokoju pomyślałam sobie, że to koniec. Intruz przeszedł sobie po pokoju. Usłyszałam szmer kartki i pstryknięcie długopisu. Bałam się, ale także ciekawiłam tym co się dzieje teraz i tym co się stanie zaraz. Nagle kartka pojawiła się przede mną. Ten ktoś ją upuścił specjalnie i poszedł do salonu. Kiedy byłam pewna że wyszedł wzięłam kartkę i spróbowałam odczytać. Nie dość, że pismo było niewyraźne to było strasznie ciemno. Zauważyłam moja stara lampkę, która dawała bardzo mało światła, tak około na trzy centymetry. W tym momencie ucieszyłam się, że zamiast sprzątania wrzucam rzeczy pod łóżko. oświetliłam sobie kartkę i zaczęłam odszyfrowywanie listu. 

           



" Witaj!
Nie miałem co dzisiaj robić więc do Ciebie przyszedłem.
Nie znamy się, ale przyszedłem po to, aby Cię poznać.
Nie bój się, nie mam złych zamiarów. 
Poczekam na Ciebie w salonie.

                                               Jeff The Killer.

Ps.: wiem, że jesteś pod łóżkiem...   ;)  "




   Moje źrenice zwęrzyły się ze strachu. Oniemiałam z zaskoczenia. Jeszcze raz przyjrzałam się podpisowi: Jeff The  Killer. Niewyraźne pismo, kartka była także lekko pobrudzona krwią w paru miejscach.... "Nie bój się... " - Jak mam się nie bać, skoro w moim domu siedzi sobie seryjny morderca?! "Okej... Jessica, poradzisz sobie, weź się w garść" - powtarzałam sobie w głowie. Wyszłam spod łóżka i skierowałam się w stronę salonu. Usłyszałam jak gra włączony telewizor, kiedy byłam przy wejściu mocniej ścisnęłam tasak. Wzięłam głęboki wdech i weszłam powoli do pomieszczenia. Widziałam, że ktoś siedzi na kanapie i ogląda... Mini Mini... Seryjny morderca oglądający bajki dla dzieci? I to do tego My Little pony? Woah, koleś musi mieć nieźle nasrane we łbie. Podeszłam powoli do kanapy i kucając spróbowała przyjrzeć się mordercy. Wyglądał na zafascynowanego bajką. Dotknęłam delikatnie jego ramienia, prawie je musnęłam. Liczyłam, że tego nie poczuje, a ja dalej będę mogła go obserwować. Tak się jednak nie stało.
- Boisz się? - zapytał. Nie byłam pewna czy powinnam odpowiadać czy może milczeć. Jednak zebrałam się w sobie i cichutko powiedziałam;
- Seryjny morderca siedzi sobie na kanapie u mnie w domu kiedy nie ma rodziców... Wiesz co? Nie, wcale się nie boję jestem w skowronkach, że mnie odwiedziłeś... Tymbardziej, że się tego bardzo spodziewałam. - Zobaczyłam, że jego policzki są zakrwawione, ujrzałam także coraz bardziej poszerzający się uśmiech. 
- Nie musisz się bać, nie mam złych zamiarów... - zapewnił mnie - ... no, a przynajmniej nie teraz... - w głowie miałam same najgorsze scenariusze. Spojrzał na mnie kątem oka. 
- Czego ode mnie chcesz? - zapytałam niepewnie. 
- Zagrajmy w grę! W chowanego! Co ty na to? - Nagle podskoczył obracając się w moja stronę. - Zasady są takie: Ja szukam, a jak cię znajdę to będę mógł zrobić z tobą co zechcę! No, a jeżeli się zameldujesz przy ścianie i ja przegram to zrobię co tylko będziesz chciała, co ty na to? - rozważyłam wszystkie za i przeciw.
- A jeżeli się nie zgodzę? - zapytała z ciekawości. 
- To cię teraz położę spać... - wiedziałam, że chodzi tu o to, że mnie zabije.
- A jeżeli mnie znajdziesz to mam jakieś szanse jeszcze na wygranie gry? - Obmyślałam już plan działania.
- Jeżeli cie znajdę możesz uciekać i wyrywać się ile będziesz chciała i tak jestem szybszy, zwinniejszy i silniejszy... - uśmiechnął się, ukazując pokrwawione zęby.
- Zgoda... - westchnęłam - ...Do ilu liczysz?
- Do 15... Bo tylko do tylu umiem... - spuścił smutno głowę, zrobiło mi się go jakoś, dziwnie żal. Sama nie wiedziałam czemu.
- Jak skończymy się bawić, to nauczę cię liczyć do stu, co ty na  to? - uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie.
- Naprawdę? Obiecujesz? - kiwnęłam potakująco głową i ruszyłam na poszukiwania dobrej kryjówki. Słyszałam , jak Jeff głośno liczył. Miałam jeszcze jakieś siedem sekund. Zdecydowałam się schować do szafy w pokoju rodziców. Kiedy morderca zaczął "polowanie". Mój oddech był bardziej przyspieszony, niż wcześniej. Bałam się, ale czułam także coś podobnego do... podekscytowania (?). Nie wiem jak to nazwać ale rosnąca adrenalina to coś czego w tym momencie się najmniej spodziewałam. Naprawdę. Zwykle adrenalinę odczuwam kiedy świadomie robię coś "złego" lub coś mi się podoba a jest zabronione. Chowanie się przed seryjnym mordercą nie jest raczej zabronione.  Wszedł do pokoju rodziców. Otworzył szafę jak gdyby szukanie mnie nie było jakoś specjalnie trudne. 
-Czekaj! - zawołałam przerażona, o dziwo morderca zatrzymał się.
- Co? - zapytał zaciekawiony.
- Wszystkie chwyty dozwolone? - zapytałam, bo skoro gra toczyć się będzie do puki nie wygram, a skończy się kiedy się zamelduje, to mam szanse.
-- Jasne, czemu nie! - zawołał radośnie. Odbijając się stopą od końca szafy pchnęłam go. On wyleciał i upadł, a ja miałam czas na wzięcie wazonu i rozbicie mu go na głowie. Miałam złe myśli co do tego pomysłu, ale udało mi się go uderzyć na tyle mocno żeby zemdlał. Przetargałam jego ciało do pokoju. Nie wiedząc co zrobić zaklepałam się i zmęczona wrażeniami położyłam obok niego. Po chwili zasnęłam, nie wiedząc co się stanie.

******************************
Liczę, że się podoba. Sorki za tak niska aktywność ale nie daje sobie rady bo w Hiszpanii (czyli tam gdzie aktualnie się znajduje) nie mam dużego dostępu do neta. :(