UWAGA!!!
Yaoi (boyxboy) - Nie chcesz nie czytaj!
Włosy Kuroko pachniały szamponem bananowym a jego skóra ziołami, kusiło mnie to do rozpoczęcia pieszczot na jego ciele. Kocham jego wyraz twarzy kiedy jest mu dobrze kocham te momenty kiedy się czerwieni i jąka z rozkoszy. Poświeciłbym mu całe moje życie. Ale tak dla wyjaśnienia:
Nazywam się Taiga Kagami, mam 16 lat. Jestem jednym z koszykarzy liceum Seirin. Mierze 190 cm. wzrostu oczywiście - wyjaśniam żeby nie było niepewności zboczuszki. Osoba leżąca obok mnie to Tetsuya Kuroko. Jesteśmy w tym samym wieku i gramy w tej samej drużynie, jednak dopiero od niedawna stał się on moim kochankiem. Pozwólcie, że wam to opowiem...
Dzień przed wielkanocą mieliśmy trening. Trening jak trening. Wszystko było tak jak zawsze. Koganei co chwile się potykał, Hyuga pobił swoje okulary obrywając piłką, a Aoba jako trenerka była jak zwykle antypatyczna i ostra - w złym znaczeniu tego słowa - po prostu nieznośna. Trening sam w sobie minął dość szybko i w miarę sprawnie, na szczęście bez większych strat w postaci stłuczonych okularów. Hyuga oczywiście obwiniał o to Izukiego, który był niewinny. Właściwie to mi się wtedy omsknął palec, ale w sumie nie ma po co się przyznawać bo skoro wina spadła na Shun'a to już jego problem. Po treningu wszyscy skończyli zapoceni pod prysznicami.Myłem włosy, nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem się przyglądać Kuroko. Miał bardzo zgrabny tyłek, ale większą uwagę przyparłem do ruchów jego ciała. Były tak płynne, że wyglądał jakby tańczył myjąc się. Delikatnie pocierał gąbką o swoje ramiona. Wyglądał na tak delikatnego, że lekkim pstryczkiem w czoło mógłbym go stłuc.
Poczułem na sobie spojrzenia innych.
- Co? - wszyscy luk niżej to ja też... - ...uops... mała awaria... No cóż wiecie, jak to czasami bywa... siła motoryczna uruchamia mechanizm i sprężynki skaczą... heheh... - zrobiłam głupia minę.
- Oj? Chyba przesadzasz...! Przecież nasz Kuroko nie jest aż taki seksowny! Ja tez jestem niezły co, nie? - Mitobe podchodził do mnie powoli.
- ...eee? Co? - zapytałem zdezorientowany. Nagle zostałem powalony na ziemie przez Tetsuyę, a Rinnosuke zaczął błądzić rękami po moim torsie...
- To się nie skończy dobrze.... - stwierdziłem.
Kill me - Please
piątek, 25 marca 2016
środa, 23 marca 2016
4. Długi cz II - Depresja
I'm nobody's little girl, it's too late for that shit.
Leave me out with the waste
This is not what I do
It's the wrong kind of place
To be thinking of you
It's the wrong time
For somebody new
It's a small crime
And I've got no excuse
This is not what I do
It's the wrong kind of place
To be thinking of you
It's the wrong time
For somebody new
It's a small crime
And I've got no excuse
2002-15-02 godzina 17:36 Kilka dni przed częścią pierwszą :P
Znowu dostrzegałam brud tego świata, czułam tę znaną mi odrazę do ludzi – psułam się od środka. Choruje, gnije i obumieram. Wiesz jakie to uczucie obserwować swój własny rozkład? Gdy widzę ludzi na ulicy zwyczajnie mi niedobrze. Gdy idą jak bydło na rzeź. Co za różnica zresztą? Życie nie jednemu zgotuje podobny los. To jeszcze normalne – przynajmniej u mnie na porządku dziennym. Coś w każdym razie gniło, zaczynało śmierdzieć.
Chcąc nie myśleć o tym, uciekałam w świat marzeń. Doskonale pozwalały odreagować na to co czułam. Bo to czego mi czasem brakuje to, o ironio, poczucie bezpieczeństwa. Siła wcale go nie zapewnia.
Myślę, że czasami trzeba zapomnieć siebie. Pozwolić sobie zatęsknić za sobą. Wracasz wtedy do siebie i może się ucieszysz.
Chcąc nie myśleć o tym, uciekałam w świat marzeń. Doskonale pozwalały odreagować na to co czułam. Bo to czego mi czasem brakuje to, o ironio, poczucie bezpieczeństwa. Siła wcale go nie zapewnia.
Myślę, że czasami trzeba zapomnieć siebie. Pozwolić sobie zatęsknić za sobą. Wracasz wtedy do siebie i może się ucieszysz.
Nie lubiłam wtedy u niego zasypiać. Bo nie można się wyspać kiedy boisz się poranka. Bałam się jego porannego pośpiechu, mojego zawstydzenia. Obojętności jednak, bałam się najbardziej.
Przypominałam sobie wtedy wspólne momenty, czułe spojrzenia, szepty do ucha, i moje małe plany jak to będzie-plany tylko w głowie, za bardzo bałam się je wypowiadać. Przypominałam sobie to wciąż, aż czułam smak startej do krwi pamięci. Jednak on rzadko był. Nawet jak był to go nie było. Był nieobecny nawet wtedy kiedy chciałam mu powiedzieć, że go za te nieobecność nienawidzę.Zapominałam o wszystkim jednak kiedy go widziałam.
Często zasypialiśmy razem, na osobnych łóżkach. W osobnych pokojach, w innych miastach. Chyba nie przeszkadzało mi to tak bardzo.
...........................................
Rzeczywiście przetrwałam te kilka dni u niego. Nie zrobiłam przez ten czas oczywiście nic produktywnego.
No chyba, że jedzenie, spanie i granie w LOL'a można nazwać produktywnym. W końcu siódmego dnia stwierdziłam, że czas wziąć się za siebie!
Wstałam z kanapy i powiedziałam do siebie:
- Kupie sobie mieszkanie, znajdę pracę i będę żyć! - po czym usiadłam znów na kanapie i stwierdziłam.
- Ale muszę najpierw zjeść pizzę...
.............................
Kiedy poinformowałam Akirę, że się od niego wyprowadzam dał mi pieniądze na dom. Miał u mnie plecy więc to po części spłaciło jego dług wobec mnie.
****************************** - Dwanaście dni później
- ... No i pomalowałam pokój na czarno...
- To ci nie pogłębi depresji...? - zapytała Eliza.- Wątpię, chyba gorzej być nie może... - stwierdziłam patrząc na moje nowe, białe storczyki kwitnące w doniczkach na parapecie.
- No nie wiem, ty lubisz szorować po dnie...
- ... Może masz rację...
- No cóż ja spadam, papa!
- Dzia... - odłożyłam telefon i poszłam do toalety.
Stwierdziłam, że dzisiaj przydałaby mi się długa odprężająca, gorąca kąpiel. Nalałam wody i weszłam do wanny. Zamoczyłam się w ciepłym, moim nowym, chwilowym narkotyku. Zrelaksowana rozluźniłam mięśnie i pozwoliłam zabrać się do krainy morfeusza.
Mój sen nie trwał jednak długo. Obudziłam się w zabarwionej na czerwono wodzie.
- Wodospad Lucyfera... - Spojrzałam na swoje włosy. Co prawda nie były one długie jednak dokładnie widziałam na nich krew.
- Będzie je ciężko doczyścić jak zaschnie... - westchnęłam zrezygnowana. Wyszłam z wanny i sięgnęłam po ręcznik po czym się nim wytarłam. następnie zaczęłam rozczesywać moje włosy grzebieniem.
-Krew właśnie zczesywałam z włosów,
gdy wpadła grupa komandosów...Nie znasz dnia ani godziny,
tylko bóg je zna...
Nie znasz dnia ani godziny,
tylko ja je znam... - nuciłam pod nosem.
Ubrałam się i "oporządziłam" po czym stwierdziłam krótko:
- To jak scena z kryminału w moich majtkach....
*******************
Zagłada kwiatów trwa,
Koncentracyjny parapet,
W domu mam,
Zniknę zniknę,
Osiodłam tęczę,
I galopem stąd,
W stronę chmur,
Bawią mnie faceci, którzy próbują używać tekstu „Masz okres?” jako argumentu kończącego dyskusję. Mogę wtedy zbliżyć się i wyszeptać: „Zaczynam swój dzień od przebudzenia się w basenie własnej krwi. Chcesz żebym w ten sposób zakończyła twój?”
ale przynajmniej wiem, że nie jestem w ciąży.
niedziela, 21 lutego 2016
8. Wystawa... /cz.I - Strach.
Danse macabre- taniec śmierci który zaczęłam tańczyć, może zbyt pewna siebie. Pamiętaj o znajomości kroków, to Cie może zniszczyć.
Jaki piękny świat. Rok temu umarłam. Codziennie wracam z własnego pogrzebu. Samowystarczalność- do tego dążę, fanatycznie wręcz, czy to mnie zniszczy?
Opowiem Ci przemilczany akt tęsknoty. Myślałam ze słowa można zastąpić dotykiem. Wiem że Ty wiesz że tak nie jest. Zapomniałam ze jesteś tylko człowiekiem.
1769 wrzesień 14
Siedzę w celi razem z innymi dzieciakami. Wszyscy zostaliśmy albo porwani, albo sprzedani przez własną rodzinę. Ja zostałam sprzedana, potem chciałam uciec i mi się udało, ale po jakimś czasie znów zostałam zniewolona. Nie miałam szans, byłam słaba.... I dalej jestem słaba. Nie jadłam od trzech tygodni, a nie piłam, już sama nie wiem jak dawno temu. Dziś dopiero dali nam kawałek chleba, trochę wody i kazali się umyć. To dziś jest dzień wystawy, dlatego "zadbali" bardziej o nasz wygląd.
W końcu przyszła kolej na mnie. Kiedy przeszedł po mnie mężczyzna wiedziałam, że albo dziś im ucieknę, albo zostanę czyjąś niewolnicą. Szarpałam się ile miałam sił, wyrywałam i rzucałam na wszystkie strony. Wszystko na marne. Mężczyzna zaprowadził mnie siłą na scenę. Oślepiły mnie światła więc przymknęłam nieco oczy. Z czasem przyzwyczaiłam się do tego i rozejrzałam się po ogromnej sali. Było tu mnóstwo ludzi. Wszyscy się na mnie patrzyli.
- Jessica Tora! Lat 16, czarne włosy i dziko zielone oczy! Drodzy panowie idealna do sami wiecie czego!... - mężczyzna spojrzał się na mnie oblizując. Mój wzrok przypominał w tamtym momencie dzikie zwierze w klatce. Chcące odzyskać wolność, pewne tego o co chce walczyć. - Kto ile da za tę śliczna dziecinę?
- 1000 euro! - padła pierwsza cena. Mało - pomyślałam.
- 5 i pół!
- 12
-15 i pół - stawka była co chwilę podbijana, a ja liczyłam, że skoro nawet nie uda mi się uciec to trafie do jakiejś miłej starszej pani... Złudne nadzieje, co nie?
-18!
-28!
-49...! - było słychać szepty, spojrzałam na mężczyznę który dał tę cenę. Był gruby i ohydnie ubrany.
- 49 po raz pierwszy!...
-18!
-28!
-49...! - było słychać szepty, spojrzałam na mężczyznę który dał tę cenę. Był gruby i ohydnie ubrany.
- 49 po raz pierwszy!...
- 94 tysiące funtów! - zabrzmiał głośno jakiś mężczyzna. Czarne włosy, czerwone oczy i ten jego uśmiech przyprawiły mnie o gęsia skórkę.
- 94 po raz pierwszy... - moje serce nagle zaczęło szybciej bić - ...po raz drugi...
- Nie!!! - wrzasnęłam zrozpaczona.
- ...i po raz trzeci! Dziecinka sprzedana dla Pana...
- Shina Vladimir Tepes....! - wszyscy nagle umilkli. Nie wiedziałam kim był ten mężczyzna, ale czułam, że ta cisza nie zapowiada nic dobrego.
Zaprowadzili mnie do jego samochodu. Kiedy mnie w nim zamknęli rozejrzałam się niepewnie. Nie poddam mu się, nie mu i nikomu innemu, uda mi się uciec.
Mężczyzna wsiadł chwilę po mnie. Usiadł na przeciwko mnie i zaczął mi się przyglądać.
- Posłuchaj możesz mieć wiele, żyć sobie szczęśliwie i radośnie współpracując ze mną, lub... - spojrzał się na mnie i otworzył usta z zamiarem dokończenia.
- Nie mieć nic i nie współpracować? - zapytałam spoglądając w krajobraz za oknem. Nawet nie zauważyłam kiedy ruszyliśmy.
- Czytasz mi w myślach... - uśmiechnął się i puścił mi oczko.
Może na razie odpuszczę sobie walkę i zobaczę jaki jest w stosunku do mnie kiedy jestem posłuszna... Może później pokaże, że nie będę jego kolejną zabaweczką.
Mężczyzna wsiadł chwilę po mnie. Usiadł na przeciwko mnie i zaczął mi się przyglądać.
- Posłuchaj możesz mieć wiele, żyć sobie szczęśliwie i radośnie współpracując ze mną, lub... - spojrzał się na mnie i otworzył usta z zamiarem dokończenia.
- Nie mieć nic i nie współpracować? - zapytałam spoglądając w krajobraz za oknem. Nawet nie zauważyłam kiedy ruszyliśmy.
- Czytasz mi w myślach... - uśmiechnął się i puścił mi oczko.
Może na razie odpuszczę sobie walkę i zobaczę jaki jest w stosunku do mnie kiedy jestem posłuszna... Może później pokaże, że nie będę jego kolejną zabaweczką.
- Więc? Co mam zrobić? - spojrzałam na niego pytająco.
- Na początek... - zamyślił się chwilę - ...Usiądź mi na kolanach! - powiedział, a jego oczy zabłysły niebezpiecznie. Wstałam i powoli, ociągając się zajęłam nakazane miejsce.
- Grzeczna dziewczynka... - pochwalił i objął mnie ręką w pasie, abym mu się nie wyrwała. Wziął do ręki kieliszek z ciemnoczerwoną cieczą, napił się jej i mnie pocałował. Poczułam wlewający się do moich ust, słodki płyn. Mężczyzna powtarzał tę czynność jeszcze kilka razy. Później chciał podwinąć moją koszulkę i zapewne mi ją zdjąć, jednak się od niego odsunęłam. Drzwi od samochodu otworzył nam szofer.
- Panie, jesteśmy na miejscu - mój właściciel spoważniał. Wziął mnie na ręce i szedł w stronę ogromnej posiadłości. Byłam speszona ale złapałam się go za szyję. Była okropnie zimna. Wtuliłam nos w przedramię. Pachniał znajomo, jak gdybym już kiedyś czuła ten zapach.
Weszliśmy, a właściwie to ja zostałam wniesiona, przez wielkie,podwójne drzwi do holu. Był oszałamiająco piękny. Jakby mieszkał tu sam król świata.
Zaburczało mi w brzuchu, a mężczyzna spojrzał się na mnie z uśmiechem.
- Z tego co słyszę jesteś głodna, na co miałabyś ochotę?
- A co znajduje się w menu? - Shina wyszczerzył się do mnie swoimi nienaturalnie dużymi kłami, co z początku nie wydawało mi się dziwne, jednak nie wiedziałam że zmieni się to w przeciągu kilku dni.
- Oprócz ciebie? Powiem to tak osobiście polecę ci Omlet francuski z serem i pomidorkami koktajlowymi z sosem z krewetek... Co ty na to? - otworzyłam lekko buzię z zaskoczenia. Ja dostane do jedzenia coś zjadliwego?
- Oczywiście! - uśmiechnęłam się szczerze.
- Jednak wpierw moja damo musisz się przebrać. Przyniosę ci ciuchy a ty zaczekaj na mnie w tym pokoju. Wskazał pokój palcem i odstawił mnie na ziemię. Poszłam tak jak kazał do pokoju. Kiedy otworzyłam pozłacane drzwi stanęłam w przejściu frenetycznie uśmiechając się na widok... nawet nie znam słów na opisanie tego pokoju. Mogłaby w nim zamieszkać księżniczka! Zahipnotyzowana pięknem pokoju weszłam do niego nie zauważając zamykających się za mną drzwi. Powoli oglądałam każdą, nawet najmniejszą rzecz oczarowana ich wyjątkowym wyglądem. Pomieszczenie było ogromne! Dotknęłam pościeli na łóżku z baldachimem, aż przeszły mnie dreszcze, tak delikatnego i przyjemnego w dotyku materiału jeszcze nigdy nie miałam w ręce. Właśnie zamknęłam oczy i wyobrażałam siebie śpiącą w nim. Jednak na moim ramieniu spoczęła dużych rozmiarów ręka, a jej właściciel w niewyobrażalnym tępie oplótł mnie drugą, podniósł delikatnie i położył na łóżku. Poczułam zapach Shiny. Czułam jak całuje mnie po szyi i ściąga ze mnie podartą koszulkę. Byłam sparaliżowana strachem i poddawałam się mu. Kiedy już byłam naga, mój właściciel ubrał mnie w suknie do spania. Spojrzałam na niego z przestrachem w oczach.
- Co? Myślałem, że będziesz świadoma tego, że to ja cie przebiorę... - właściwie to wiedziałam jednak nie myślałam, że zrobi to w taki sposób - ... Ciesz się, że byłem taki delikatny, bo mogłem to zrobić w inny sposób.
Dostałam kolację do łóżka. Vladimir poinformował mnie, że jutro mnie obudzi o dziesiątej i do tej godziny mam czas spać. Czułam się jak w raju. Kolacja do łóżka, spanie do dziesiątej, delikatne traktowanie. Nie wiedziałam, że niedługo to się zmieni jednak liczyłam, że pozostanę tu jak najdłużej. Nawet nie zauważyłam kiedy opadłam w objęcia Morfeusza. Sen był przyjemny.
************************************
Eloszky ludziska!
Nie pisałem nic (niestety) jednak:
BARDZO WAS ZA TO PRZEPRASZAM!!!
Mam mnóstwo sprawdzianów i wgl... tak to u mnie wygląda chociaż jestę już dorosły :3
To nie mogę się tym jakoś specjalnie cieszyć :')
Już niedługo druga część "Długów" i mam prywatne zamówienie którego klientka zgodziła sie na opublikowanie 4 partówka gdzie będzie harem, hentai, yaoi i yuri. Oczywiście duuużo MOE i ECCHI!
Gore także nie zabraknie więc nie macie się co martwić!
- Na początek... - zamyślił się chwilę - ...Usiądź mi na kolanach! - powiedział, a jego oczy zabłysły niebezpiecznie. Wstałam i powoli, ociągając się zajęłam nakazane miejsce.
- Grzeczna dziewczynka... - pochwalił i objął mnie ręką w pasie, abym mu się nie wyrwała. Wziął do ręki kieliszek z ciemnoczerwoną cieczą, napił się jej i mnie pocałował. Poczułam wlewający się do moich ust, słodki płyn. Mężczyzna powtarzał tę czynność jeszcze kilka razy. Później chciał podwinąć moją koszulkę i zapewne mi ją zdjąć, jednak się od niego odsunęłam. Drzwi od samochodu otworzył nam szofer.
- Panie, jesteśmy na miejscu - mój właściciel spoważniał. Wziął mnie na ręce i szedł w stronę ogromnej posiadłości. Byłam speszona ale złapałam się go za szyję. Była okropnie zimna. Wtuliłam nos w przedramię. Pachniał znajomo, jak gdybym już kiedyś czuła ten zapach.
Weszliśmy, a właściwie to ja zostałam wniesiona, przez wielkie,podwójne drzwi do holu. Był oszałamiająco piękny. Jakby mieszkał tu sam król świata.
Zaburczało mi w brzuchu, a mężczyzna spojrzał się na mnie z uśmiechem.
- Z tego co słyszę jesteś głodna, na co miałabyś ochotę?
- A co znajduje się w menu? - Shina wyszczerzył się do mnie swoimi nienaturalnie dużymi kłami, co z początku nie wydawało mi się dziwne, jednak nie wiedziałam że zmieni się to w przeciągu kilku dni.
- Oprócz ciebie? Powiem to tak osobiście polecę ci Omlet francuski z serem i pomidorkami koktajlowymi z sosem z krewetek... Co ty na to? - otworzyłam lekko buzię z zaskoczenia. Ja dostane do jedzenia coś zjadliwego?
- Oczywiście! - uśmiechnęłam się szczerze.
- Jednak wpierw moja damo musisz się przebrać. Przyniosę ci ciuchy a ty zaczekaj na mnie w tym pokoju. Wskazał pokój palcem i odstawił mnie na ziemię. Poszłam tak jak kazał do pokoju. Kiedy otworzyłam pozłacane drzwi stanęłam w przejściu frenetycznie uśmiechając się na widok... nawet nie znam słów na opisanie tego pokoju. Mogłaby w nim zamieszkać księżniczka! Zahipnotyzowana pięknem pokoju weszłam do niego nie zauważając zamykających się za mną drzwi. Powoli oglądałam każdą, nawet najmniejszą rzecz oczarowana ich wyjątkowym wyglądem. Pomieszczenie było ogromne! Dotknęłam pościeli na łóżku z baldachimem, aż przeszły mnie dreszcze, tak delikatnego i przyjemnego w dotyku materiału jeszcze nigdy nie miałam w ręce. Właśnie zamknęłam oczy i wyobrażałam siebie śpiącą w nim. Jednak na moim ramieniu spoczęła dużych rozmiarów ręka, a jej właściciel w niewyobrażalnym tępie oplótł mnie drugą, podniósł delikatnie i położył na łóżku. Poczułam zapach Shiny. Czułam jak całuje mnie po szyi i ściąga ze mnie podartą koszulkę. Byłam sparaliżowana strachem i poddawałam się mu. Kiedy już byłam naga, mój właściciel ubrał mnie w suknie do spania. Spojrzałam na niego z przestrachem w oczach.
- Co? Myślałem, że będziesz świadoma tego, że to ja cie przebiorę... - właściwie to wiedziałam jednak nie myślałam, że zrobi to w taki sposób - ... Ciesz się, że byłem taki delikatny, bo mogłem to zrobić w inny sposób.
Dostałam kolację do łóżka. Vladimir poinformował mnie, że jutro mnie obudzi o dziesiątej i do tej godziny mam czas spać. Czułam się jak w raju. Kolacja do łóżka, spanie do dziesiątej, delikatne traktowanie. Nie wiedziałam, że niedługo to się zmieni jednak liczyłam, że pozostanę tu jak najdłużej. Nawet nie zauważyłam kiedy opadłam w objęcia Morfeusza. Sen był przyjemny.
************************************
Eloszky ludziska!
Nie pisałem nic (niestety) jednak:
BARDZO WAS ZA TO PRZEPRASZAM!!!
Mam mnóstwo sprawdzianów i wgl... tak to u mnie wygląda chociaż jestę już dorosły :3
To nie mogę się tym jakoś specjalnie cieszyć :')
Już niedługo druga część "Długów" i mam prywatne zamówienie którego klientka zgodziła sie na opublikowanie 4 partówka gdzie będzie harem, hentai, yaoi i yuri. Oczywiście duuużo MOE i ECCHI!
Gore także nie zabraknie więc nie macie się co martwić!
środa, 2 grudnia 2015
7. Stul kości pod kocykiem.../cz. I - jeffi'k
Nazywam się Jessica. Chcę wam opowiedzieć co mi się przydarzyło. Był zwykły jesienny dzień, padał deszcz. Wracałam ze szkoły z kolegą.
Szliśmy przez szare miasto, rozmawialiśmy o bzdurach.
- Jak tam u ciebie w szkole gówniaro? - zapytał w przyjaciel. Wspomnienia dzisiejszego dnia przeleciały mi przez umysł. Przypomniałam sobie jak chłopak mnie zranił i pokłóciłam się z przyjaciółką.- Okej, chociaż bywało lepiej... A u ciebie? - Wiecie jak to jest kiedy wasz przyjaciel zna was bardzo dobrze, a może nawet lepiej niż wy sami znacie siebie?
- Już ja znam ten wyraz twarzy... Kogo mam zabić? - uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Nieważne... Bardzo go kocham, ale dziś mnie odepchnął od siebie... Co powinnam zrobić?- zapytałam się go. On spojrzał na niebo, a chwile po zastanowieniu odpowiedział:
- Zebrać ludzi i mu dojebać... Nie jesteś kimś kogo można ranić, okłamywać czy odpychać od siebie... Nie pamiętam ciebie takiej. Zranionej, smutnej i ze wzrokiem zbitego kundla... Nigdy taka nie byłaś, martwię się o ciebie, ale jeżeli ktoś cię zranił ty masz mi o tym powiedzieć, a ja mu dojebie - spuściłam na chwilę głowę. Miałam ochotę się popłakać. Chciałam przestać dusić to w sobie, ale nie chciałam mu pokazać, że robię się słaba.
- Wiesz jak to jest kiedy osoba która ci się podoba nagle mówi, że do siebie nie pasujecie, za krótko się znacie, coś jest ważniejsze od ciebie, bądź różnica waszego wieku jest według niego za duża? Nie chcesz żeby tę osobę spotkało cos złego, ale nie chcesz być natrętnym... Kiedy czujesz się bezużyteczny i chciałbyś nie istnieć? Ja tak mam od tamtego zdarzenia cały czas... Ale nie chcę nikogo na niego zsyłać, a wiesz czemu? - przyjaciel spojrzał na mnie i pokręcił przecząco głową - Bo nic na lepsze się nie zmieni, a może się nawet pogorszyć, bo chcesz chociaż móc widywać tę osobę raz na miesiąc, byleby usłyszeć jej głos, byleby tę osobę zobaczyć... A napadnięciem na niego nie zmusisz go do miłości... I nawet nie chcesz go zmuszać bo wiesz, że może być nieszczęśliwy... - pojedyncza łza spłynęła po moim poliku, paląc mnie niemiłosiernie. Na szczęście wcześniej zaczęło padać i nie było widać, że się popłakałam...
Byliśmy już pod moim blokiem więc pożegnałam się z przyjacielem i poszłam do domu.
************ ~` 23:33
Podobno jeżeli spojrzysz na zegar, a na nim trzy ostatnie cyfry to będą trójki, to przydarzy ci się coś okropnego. Ja oczywiście w te bajeczki niespecjalnie wierzę.
Grałam sobie spokojnie w Grę kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi.
Moi rodzice wyjechali zostawiając mnie samą na dwa miesiące.
Powiem szczerze,że nie jestem realistką i wierzę w duchy i inne koszmarne rzeczy, ale nie w przesądy. Pomijając fakt, że kocham także Horrory.Oryginalnie, co nie? Poszłam do kuchni i wzięłam tasak do mięsa. Podeszłam do drzwi i wyjrzałam przez judasza. Światło było zgaszone i nic nie widziałam. Czekałam tak chwile przy drzwiach, aż usłyszałam ponowne pukanie. Z czasem przerodziło się ono w walenie do drzwi. Bałam się i nie chciałam ich otwierać. Nastała chwila ciszy, potem ktoś zaczął majstrować przy zamku. Przerażona pobiegłam do pokoju, opatuliłam się moim czarnym kocykiem i schowałam się pod łózko. Miałam nadzieję, że to tylko... No właśnie, nie miałam żadnego pomysłu na uspokojenie się, a wytłumaczenie - To tylko wiatr nie ma się czego bać - nie wchodziło w grę. Usłyszałam huk zamka i skrzypienie otwieranych drzwi. Słyszałam bicie mojego serca i zaczynałam bać się coraz bardziej że ten ktoś tez je usłyszy. Słyszałam kroki. Schowałam się głębiej pod łóżko. Kiedy ten ktoś wszedł do mojego pokoju pomyślałam sobie, że to koniec. Intruz przeszedł sobie po pokoju. Usłyszałam szmer kartki i pstryknięcie długopisu. Bałam się, ale także ciekawiłam tym co się dzieje teraz i tym co się stanie zaraz. Nagle kartka pojawiła się przede mną. Ten ktoś ją upuścił specjalnie i poszedł do salonu. Kiedy byłam pewna że wyszedł wzięłam kartkę i spróbowałam odczytać. Nie dość, że pismo było niewyraźne to było strasznie ciemno. Zauważyłam moja stara lampkę, która dawała bardzo mało światła, tak około na trzy centymetry. W tym momencie ucieszyłam się, że zamiast sprzątania wrzucam rzeczy pod łóżko. oświetliłam sobie kartkę i zaczęłam odszyfrowywanie listu.
" Witaj!
Nie miałem co dzisiaj robić więc do Ciebie przyszedłem.
Nie znamy się, ale przyszedłem po to, aby Cię poznać.
Nie bój się, nie mam złych zamiarów.
Poczekam na Ciebie w salonie.
Jeff The Killer.
Ps.: wiem, że jesteś pod łóżkiem... ;) "
Moje źrenice zwęrzyły się ze strachu. Oniemiałam z zaskoczenia. Jeszcze raz przyjrzałam się podpisowi: Jeff The Killer. Niewyraźne pismo, kartka była także lekko pobrudzona krwią w paru miejscach.... "Nie bój się... " - Jak mam się nie bać, skoro w moim domu siedzi sobie seryjny morderca?! "Okej... Jessica, poradzisz sobie, weź się w garść" - powtarzałam sobie w głowie. Wyszłam spod łóżka i skierowałam się w stronę salonu. Usłyszałam jak gra włączony telewizor, kiedy byłam przy wejściu mocniej ścisnęłam tasak. Wzięłam głęboki wdech i weszłam powoli do pomieszczenia. Widziałam, że ktoś siedzi na kanapie i ogląda... Mini Mini... Seryjny morderca oglądający bajki dla dzieci? I to do tego My Little pony? Woah, koleś musi mieć nieźle nasrane we łbie. Podeszłam powoli do kanapy i kucając spróbowała przyjrzeć się mordercy. Wyglądał na zafascynowanego bajką. Dotknęłam delikatnie jego ramienia, prawie je musnęłam. Liczyłam, że tego nie poczuje, a ja dalej będę mogła go obserwować. Tak się jednak nie stało.
- Boisz się? - zapytał. Nie byłam pewna czy powinnam odpowiadać czy może milczeć. Jednak zebrałam się w sobie i cichutko powiedziałam;
- Seryjny morderca siedzi sobie na kanapie u mnie w domu kiedy nie ma rodziców... Wiesz co? Nie, wcale się nie boję jestem w skowronkach, że mnie odwiedziłeś... Tymbardziej, że się tego bardzo spodziewałam. - Zobaczyłam, że jego policzki są zakrwawione, ujrzałam także coraz bardziej poszerzający się uśmiech.
- Nie musisz się bać, nie mam złych zamiarów... - zapewnił mnie - ... no, a przynajmniej nie teraz... - w głowie miałam same najgorsze scenariusze. Spojrzał na mnie kątem oka.
- Czego ode mnie chcesz? - zapytałam niepewnie.
- Zagrajmy w grę! W chowanego! Co ty na to? - Nagle podskoczył obracając się w moja stronę. - Zasady są takie: Ja szukam, a jak cię znajdę to będę mógł zrobić z tobą co zechcę! No, a jeżeli się zameldujesz przy ścianie i ja przegram to zrobię co tylko będziesz chciała, co ty na to? - rozważyłam wszystkie za i przeciw.
- A jeżeli się nie zgodzę? - zapytała z ciekawości.
- To cię teraz położę spać... - wiedziałam, że chodzi tu o to, że mnie zabije.
- A jeżeli mnie znajdziesz to mam jakieś szanse jeszcze na wygranie gry? - Obmyślałam już plan działania.
- Jeżeli cie znajdę możesz uciekać i wyrywać się ile będziesz chciała i tak jestem szybszy, zwinniejszy i silniejszy... - uśmiechnął się, ukazując pokrwawione zęby.
- Zgoda... - westchnęłam - ...Do ilu liczysz?
- Do 15... Bo tylko do tylu umiem... - spuścił smutno głowę, zrobiło mi się go jakoś, dziwnie żal. Sama nie wiedziałam czemu.
- Jak skończymy się bawić, to nauczę cię liczyć do stu, co ty na to? - uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie.
- Naprawdę? Obiecujesz? - kiwnęłam potakująco głową i ruszyłam na poszukiwania dobrej kryjówki. Słyszałam , jak Jeff głośno liczył. Miałam jeszcze jakieś siedem sekund. Zdecydowałam się schować do szafy w pokoju rodziców. Kiedy morderca zaczął "polowanie". Mój oddech był bardziej przyspieszony, niż wcześniej. Bałam się, ale czułam także coś podobnego do... podekscytowania (?). Nie wiem jak to nazwać ale rosnąca adrenalina to coś czego w tym momencie się najmniej spodziewałam. Naprawdę. Zwykle adrenalinę odczuwam kiedy świadomie robię coś "złego" lub coś mi się podoba a jest zabronione. Chowanie się przed seryjnym mordercą nie jest raczej zabronione. Wszedł do pokoju rodziców. Otworzył szafę jak gdyby szukanie mnie nie było jakoś specjalnie trudne.
-Czekaj! - zawołałam przerażona, o dziwo morderca zatrzymał się.
- Co? - zapytał zaciekawiony.
- Wszystkie chwyty dozwolone? - zapytałam, bo skoro gra toczyć się będzie do puki nie wygram, a skończy się kiedy się zamelduje, to mam szanse.
-- Jasne, czemu nie! - zawołał radośnie. Odbijając się stopą od końca szafy pchnęłam go. On wyleciał i upadł, a ja miałam czas na wzięcie wazonu i rozbicie mu go na głowie. Miałam złe myśli co do tego pomysłu, ale udało mi się go uderzyć na tyle mocno żeby zemdlał. Przetargałam jego ciało do pokoju. Nie wiedząc co zrobić zaklepałam się i zmęczona wrażeniami położyłam obok niego. Po chwili zasnęłam, nie wiedząc co się stanie.
******************************
Liczę, że się podoba. Sorki za tak niska aktywność ale nie daje sobie rady bo w Hiszpanii (czyli tam gdzie aktualnie się znajduje) nie mam dużego dostępu do neta. :(
sobota, 14 listopada 2015
3. Mrs. Rape
Wstałam z łóżka i powędrowałam do łazienki. Kiedy spojrzałam w lustro zobaczyłam moją zmasakrowana twarz. Mój wczorajszy makijaż rozmazał się i wyglądałam jakbym była po zerwaniu. Spojrzałam na włosy.
- Boshe! Wyglądam jakby mnie piorun jebnął! - Spojrzałam na paczkę linków przy lustrze - Ciekawe ile wczoraj paliłam... O cholercia, ja nic nie pamiętam! Wait!* Wczoraj była. impreza u Hazy i Akiriusza... - to wyjaśniało czemu nic nie pamiętam. Wzięłam prysznic. Uwielbiam czuć na sobie strumyki gorącej wody. Jestem wtedy najbardziej zrelaksowana. Wyszłam z pod prysznica, wytarłam się i ubrałam bieliznę. Szybki make-up, włosy na lakier i jestem gotowa. Teraz tylko się ubrać. Podeszłam do szafy i wybrałam z niej najodpowiedniejsze ciuchy na "TEN DZIEŃ"! Czyli dzień w którym zobaczę mojego Niuńka! Widzę go tylko co dwa tygodnie na kółku Otaq, odbywa się ono w innym gimnazjum, ale nauczycielka prowadząca te zajęcia pozwoliła mi przychodzić. Gdyby mi nie pozwoliła, załamałabym się, bo nie widziałabym mojego senpai'a* i mojego ukosianego. Oczywiście mój Niuniek nie wie, że jest mój i nie wie, że ja go nazywam Niuniek. A Senpai to Senpai. On jest był i może niedługo go stracę. Ma siedemnaście lat i szczerze mu życzę żeby nie zdał. Chcę żeby został przy mnie jak najdłużej. Go widuję trochę częściej bo czasami widzę go na mieście, ale Niuniek jest No life'em i go nie widzę już tak często.
*****~` 6 godzin później.
Właśnie miałam wychodzić. Zamknęłam za sobą drzwi i powędrowałam do gimnazjum w którym odbędą się zajęcia. Gimnazjum znajduje się obok mojego bloku, tak więc nie miałam dużo do przejścia.
Weszłam po schodach na trzecie piętro i powędrowałam do klasy. "On" już tam był. serce zaczęło mi szybciej bić. Byłam oczarowana. Koszula w kratę (którą nosi praktycznie cały czas dop.aut.), ciemne jeansy i czarne glany pod kolana. Wyglądał wspaniale! Spojrzał się na mnie i uśmiechnął, a potem podszedł do senpai'a i o czymś rozmawiali.
Tak dawno nie słyszałam ich głosów.
- Ohayo* One-san* - przywitała mnie moja przyjaciółka Haruka Nanase.
- Ohayo Ne-chan*, jak tam organizacja? - zapytałam ale myślałam cały czas o Niuńku.
- A no dobrze, Senpai przyniósł laptopa i mogę wreszcie zacząć prezentacje, Alie mnie tak wkurwia... ykhm... Sumimasen*... denerwuje... - zaśmiałyśmy się i powędrowałyśmy na swoje miejsca. Ne-chan poszła na podwyższenie w klasie aby opowiedzieć o swojej prezentacje.
~`*** Po prezentacji - 2 godziny później
Wyszłam ubrana w płaszczyk z klasy i poszłam w stronę wyjścia ze szkoły.
Momentalnie ktoś podstawił mi haka, zasłonił mi czymś oczy i zatkał usta ręką. Przytrzymał i pociągnął sama nie wiem gdzie. Zaczęłam szarpać się w panice. Ktoś rzucił mnie na ziemie i zaczął rozpinać moje guziki od płaszczyka. Nie wiedziałam co mam robić, bałam się. Ktoś w bezładnym pośpiechu rozbierał mnie, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Spróbowałam go kopnąć nogą ale uniknął mojego uderzenia i zaczął męczyć się z rozpięciem mojego stanika.
- Kurwa... Jaki masz rozmiar spadochronu, co złotko? - kiedy usłyszałam ten głos... To był głos Aliego, nie mogłabym się pomylić. Pojedyncza łza spłynęła po moim poliku. Alie szybko uporał się z zapięciem i zaczął zachłannie ssać moje sutki. Byłam zszokowana.
- Alie, Czemu? - zapytałam cicho licząc na to, że nie usłyszy.
- Bo chcę - odpowiedział. "Bo chcę" - powtórzyłam sobie w myślach. "Jak on tak może!? Bezprawnie! To terroryzm, to... ma rację Jest silniejszy, a jeżeli już to co potem? Co się teraz stanie?" - zapytałam sobie w myślach i zaraz otrzymałam dość brutalną odpowiedź.
- Masz ochotę się ruchać? Bo ja tak...
****************************
Ohayo!
Nie miałem czasu na napisanie więcej ale obiecuję, że następna część będzie dłuższa i ciekawsza :P
piątek, 16 października 2015
2.Walentynki - Levi x Eren
Uwaga czytelniku!
Ten oneshot to Yaoi! (boy x boy)
Jeżeli nie lubisz rzeczy tego typu, nie czytaj!
********
Ten oneshot to Yaoi! (boy x boy)
Jeżeli nie lubisz rzeczy tego typu, nie czytaj!
********
Walentynki – światowy dzień miłości i
zakochanych. Piętnastolatek biegł właśnie do sali w której odbywał się trening.
Otworzył drzwi z hukiem.
- Przepraszam za spóźnienie! –
powiedział zasapany. Chciał zrobić krok do przodu ale potknął się o własną nogę
i poleciał w stronę kaprala. Levi złapał go i spojrzał na niego surowo.
- Mogę wiedzieć dlaczego się znów
spóźniłeś? – zapytał kładąc nacisk na „znów”.
- Prze-praszam, ale mój budzik się…
eto-e… zepsuł i no… nie wyrobiłem się… - odpowiedział jąkając się i rumieniąc,
ponieważ było to kłamstwem. Tak naprawdę w pokoju masturbował się przy zdjęciu
swojego kaprala. Od dość długiego czasu był w nim zakochany. Wiedział o tym i
był tego w stu procentach pewny. Kapral Levi znów zmierzył go chłodnym
spojrzeniem i kazał iść na swoje miejsce. Chłopak posłusznie wykonał polecenie.
Kapral wykonywał różne ćwiczenia rozciągające. Kiedy zaczął robić skłony i
przysiady piętnastolatek przyglądał się mu bardzo uważnie. „Nie zauważyłem, że
Levi-sama ma taki seksowny tyłek” – stwierdził w myślach. Kiedy ćwiczenia się
skończyły wszyscy wychodząc przychodzili obok ich nauczyciela, a młody chłopak
wpadł na wyjątkowo szalony pomysł. Przeszedł w tłumie obok obiektu swoich
westchnień i namiętnie ścisną jego lewy pośladek i wsunął mu szybko walentynkę
do kieszeni. Po czym ruszył do wyjścia pewny, że nie zauważył kto to zrobił.
Kiedy już był przy wyjściu.
- Eren Yeager… zostajesz ze mną na
pogaduchy, teraz – powiedział kładąc nacisk na ostatnie słowo. Oczy Erena
rozszerzyły się z zaskoczenia.
- Jak?! – zapytał zaskoczony.
- Potem ci powiem, a teraz chodź ze
mną do mojego gabinetu, czeka cię ostra kara – powiedział uśmiechając się
delikatnie. Piętnastolatek nie mógł uwierzyć swoim oczom widząc uśmiechającego
się kaprala. W jego głowie na myśl o „ostrej karze” tworzyły się sprośne myśli.
******* - W pokoju kaprala.
- Siadaj, na kanapie – powiedział
podchodząc do niego i siadając na fotelu na przeciwko niego.
- Kapralu, to nie ja… To… eee… - Eren
chciał szybko wykręcić się z zaistniałej sytuacji, ale Kapral Levi szybko
znalazł się przy nim i przycisnął palec do ust.
- Ćśśś…. Od jak dawna? – zapytał
całując go po szyi i robiąc mu malinki.
- Od paru miesięcy… Ale jak to
zauważyłeś… No tą walentynkę! – Eren zrobił się cały czerwony.
- Wiesz co? Zdradzę ci moja
największą tajemnicę… Ja kocham się w tobie już od naszego pierwszego
spotkania. Zawsze cię obserwowałem i widziałem każdy twój ruch. Jesteś taki
uroczy kiedy się rumienisz… Mam ochotę cię zerżnąć jak dziwkę – pocałował go
nagle w usta, a chłopak odwzajemnił pocałunek.
- Kapralu? Co teraz? – zapytał lekko
speszony.
- Jak to co teraz? Idioto! Będziemy
się pieprzyć! – rzucił się na zaskoczonego chłopaka i zaczął go rozbierać.
Całował go tak zachłannie jakby nigdy miał go już nie zobaczyć. Jakby ta chwila
liczyła się dla niego najbardziej, a tak właśnie było. Młody Yeager nie opierał
się kapralowi. Wiedział, że teraz jest cały jego. Od zawsze tak było, ale teraz
mógł mu się cały oddać. Ich pocałunki były gorące. Ich ciała były tak rozpalone
jak nigdy, a oni sami tak podnieceni swoja obecnością, tak pochłonięci
dogodzeniem sobie, że nawet nie zauważyli ile czasu spędzili obściskiwując się
na kanapie.
- Chodź na łóżko, teraz zrobimy cos
szalonego – powiedział kapral ciągnąc swojego przyszłego kochanka na jego
łóżko. Ich ubrania zostały rzucone w kąt, ich języki znów złączyły się w
gorącym tańcu, a ich ciała stykały się co chwilę. Wiedzieli czego chcą, byli
tego pewni.
-Niech zgadnę, jeszcze nigdy „Tego”
nie robiłeś? – spojrzał na rumieniącego się chłopaka.
- Nie, a to takie dziwne? Mam piętnaście
lat i zakochałem się w trzydziestolatku, w dodatku tej samej płci co ja…. To
normalne? – spojrzał pytająco na kaprala.
- A czemu nie? Tylko nikt nie może
się o tym dowiedzieć. , proste. – puścił oczko do chłopaka i przewrócił go na
brzuch – spróbuje być delikatny, ale powiedz jak zaboli – włożył w chłopca
jeden palec i zaczął nim poruszać. Mina Erena wykrzywiła się z bólu, ale
wytrzymał to, a już po chwili sprawiało mu to wielka przyjemność. Kapral włożył
w niego dwa palce. Po kilku minutach zamienił palce na penisa. Wszedł w niego
szybko i od razu zaczął robić gwałtowne pchnięcia.
- Aaa… aaahh, Kapralu! – jego jęki
roznosiły się po pokoju. Na szczęście nikt po za pokojem tego nie usłyszał.
Jednak dla bezpieczeństwa Ackerman zakrył jego usta ręką. Sam ledwo
powstrzymywał się od jęków przyjemności.
- Jesteś cholernie ciasny, z wielka
chęcią pomoge ci w rozciągnięciu cię – wyszeptał mu do ucha po czym polizał je.
Zaczął znów robić mu malinki n szyi. Obaj byli u szczytu gdy nagle do jego
pokoju ktoś zapukał. Ackerman wyszedł ze swojego kochanka, wziął koc i lekko
uchylił drzwi.
- Czego! – wściekły, że ktoś przerwał
mu rozrywkę spojrzał na małą dziewczynkę stojącą w drzwiach.
- Kupi pan ciasteczka od harcerki?
- Nie, nie kupię żadnych ciasteczek!
Wara! – zamknął z hukiem drzwi i wrócił do ukochanego.
- Co się stało? – zapytał Eren
- Harcerki… - jęknął zdenerwowany –
Dobra na czym skończyliśmy?
- Na tym, że już dochodziłem, a ty
przerwałeś! – powiedział zawiedziony.
- Oj przepraszam – znów wszedł w
swojego ukochanego – teraz już nie będę przerywać – pocałował chłopaka
namiętnie i wrócił do pierdolenia go. Ten dzień młody Yeager spędził u swojego starszego
kochanka. Był to najlepszy dzień w jego życiu, ale ten dzień mógł powtarzać za
każdym razem następnego dnia i następnego. Teraz był cały swojego mentora i nic
tego nie zmieni…
Hejka!
To znowu ja Aki!
Oneshot LevixEren mi trochę nie
wyszedł (wg mnie) ale mam nadzieje, że się podobało *w*
[Tak musiałem wcisnąć harcerki]
środa, 14 października 2015
1. Długi... - cz. I
Młoda dziewczyna, na oko lat szesnaście wsiadła na swój czarny motor i
pomknęła autostradą przed siebie. Jej długie czarne włosy powiewały na wietrze.
Dziewczyna kochała szybką jazdę. Czuła się wolna, czując narastającą adrenalinę
przyspieszyła. Chciała poczuć więcej. Można by pomyśleć, że to idiotka, że nikt
normalny nie jeździ tak szybko. Że chce się zabić. Nic bardziej mylnego. Za
dziewczyną jechało dwóch motocyklistów. Szybko wyciągnęła swój MP5K i zaczęła
strzelać w ich stronę. Natychmiastowo pozbyła się dwóch konfidentów i pomknęła
dalej.
Od trzech miesięcy była śledzona przez
grupę terrorystów, za zabranie ich dokumentów, robienie zdjęć i kamerowanie ich
posiedzeń, oraz szpiegowanie i zabijanie ważnych ludzi z tej organizacji.
Dziewczyna wjechała do miasta. Szybko pojechała na miejsce w którym miała
umówione spotkanie ze swoim zleceniodawcą. Zatrzymała się przy mężczyźnie w
brązowym płaszczu. Wyglądał na około trzydzieści dwa lata.
- Jesteś pewna, że nikt cię nie
śledzi? – zapytał podejrzliwym tonem.
- tak, ale było ich dwóch… chyba mnie
nie docenili. Szybko sobie z nimi poradziłam – zapewniła pracodawcę.
- Masz dokumenty i resztę? – zapytał szybko
po czym wyciągnął rękę w stronę dziewczyny.
- Tak, mam…-wyciągnęła pendrive i
dokumenty po czym wręczyła je mężczyźnie – wszystkie zdjęcia i nagranie jest na
tym, a jeżeli coś będzie nie tak to mam jeszcze pięć kopii. Mężczyzna szybko
przejrzał dokumenty i wyciągnął kopertę z pieniędzmi. Dał kopertę dziewczynie.
- Dobra, a teraz spieprzaj za nim ktoś
nas tu zobaczy – dziewczyna zastosowała się do polecenia i szybko odjechała. Sama
nie wiedział jeszcze gdzie jedzie, ale jeszcze nigdy nie była w Kalifornii i
chciała pozwiedzać. Zatrzymała się w jakimś hotelu. „Muszę sobie jutro załatwić
obywatelstwo u Maxa” – pomyślała i położyła się na łóżku. Ledwo przymknęła
oczy, a usłyszała pukanie do drzwi. Wstała, wzięła do ręki swój MP5K i
delikatnie otworzyła drzwi. Drzwi zostały popchnięte gwałtownie do przodu
odpychając tym samym dziewczynę, która nie złapała równowagi i przewróciła się,
upuszczając swoja broń.
- Pieprzona gówniaro! Myślałaś, że jak
wyjedziesz z miasta to o tobie zapomnę?! No to się pomyliłaś! – do jej pokoju
wszedł siwowłosy, wysoki, napakowany mężczyzna. Ubrany był w czarna skórzana
kurtkę, ciemne jeansy z łańcuchami i Glany z trzema klamrami i metalowymi kolcami.
Miał żółte oczy i blizny na twarzy. Dziewczyna przestraszona szukała wzrokiem
swojego MP5K. Zanim go spostrzegła mężczyzna zdążył do niej podejść i ją podnieść.
Była słabsza.
- Gdzie moje pieniądze!? – jego głos
był twardy i donośny.
- Daj mi jeszcze czas! – krzyknęła zrozpaczona.
- Kurwa jaki czas?! Dawałem ci już dwie
szanse! Gdzie moje pieniądze?! – dziewczyna została rzucona na ziemię.
Mężczyzna do niej podszedł i ukucnął przy niej.
- Powiedz gdzie są moje pieniądze albo
nie będę już taki miły – dziewczyna spojrzała na niego błagalnie.
- Proszę daj mi jeszcze trochę czasu!
Błagam! – facet pokręcił głową, wstał i spojrzał na nią z góry. Stał chwile w
milczeniu. Dziewczyna przypatrywała mu się i zastanawiała co teraz się z nią stanie.
Wiedziała, że nie da jej czasu i już nie będzie traktował jej tak ulgowo jak wcześniej.
Gwałtowne kopnięcie w brzuch.
Dziewczyna odleciała pod ścianę, plując śliną z krwią. Mężczyzna znów do niej
podszedł, podniósł ją jedną ręką i zaczął dusić.
Dziewczyna próbowała mu się jakoś
wyrwać ale wiedziała, że jej się to nie uda. Obraz przed oczami zaczynał jej
się zamazywać. Poczuła lecące po jej polikach łzy.
- Pro-szę… - wycharczała dalej duszona.
Mężczyzna nie zamierzał przestać. Rzucił ją na łóżko. Dziewczyna wiedziała, że
teraz już nie ucieknie i spodziewała się najgorszego. Facet zdjął kurtkę.
Podszedł do łóżka i usiadł na dziewczynie.
- Pozwól, że obiję ci ten twój śliczny
ryjek, okej? – uśmiechnął się obleśnie. Dziewczyna chciała krzyknąć, zawołać chociażby
pomoc ale mężczyzna był szybszy. Padły pierwsze ciosy, potem kolejne. Dziewczyna
nie wiedziała już od jakiego czasu jest bita. Była jednak pewna, że na tym to się
nie skończy. Miała rozbity łuk brwiowy, złamany nos i pluła krwią, jej twarz
ociekała krwią. Na szczęście nie wybił jej jeszcze żadnych zębów. Skończył. Nie
czuła przez dłuższą chwilę żadnych uderzeń i tego bała się najbardziej. Poczuła
jego usta na swoich. Nie chciała tego. Ostatkiem sił próbowała mu się wyrwać.
Wiedziała co się zaraz stanie. Łzy ciekły z jej oczy strumieniami. Bała się…
C.D.N.
Hejka! Oto pierwsza część tego co
zamówiła Taresha!
Podoba się? Mam nadzieję :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)