I'm nobody's little girl, it's too late for that shit.
Leave me out with the waste
This is not what I do
It's the wrong kind of place
To be thinking of you
It's the wrong time
For somebody new
It's a small crime
And I've got no excuse
This is not what I do
It's the wrong kind of place
To be thinking of you
It's the wrong time
For somebody new
It's a small crime
And I've got no excuse
2002-15-02 godzina 17:36 Kilka dni przed częścią pierwszą :P
Znowu dostrzegałam brud tego świata, czułam tę znaną mi odrazę do ludzi – psułam się od środka. Choruje, gnije i obumieram. Wiesz jakie to uczucie obserwować swój własny rozkład? Gdy widzę ludzi na ulicy zwyczajnie mi niedobrze. Gdy idą jak bydło na rzeź. Co za różnica zresztą? Życie nie jednemu zgotuje podobny los. To jeszcze normalne – przynajmniej u mnie na porządku dziennym. Coś w każdym razie gniło, zaczynało śmierdzieć.
Chcąc nie myśleć o tym, uciekałam w świat marzeń. Doskonale pozwalały odreagować na to co czułam. Bo to czego mi czasem brakuje to, o ironio, poczucie bezpieczeństwa. Siła wcale go nie zapewnia.
Myślę, że czasami trzeba zapomnieć siebie. Pozwolić sobie zatęsknić za sobą. Wracasz wtedy do siebie i może się ucieszysz.
Chcąc nie myśleć o tym, uciekałam w świat marzeń. Doskonale pozwalały odreagować na to co czułam. Bo to czego mi czasem brakuje to, o ironio, poczucie bezpieczeństwa. Siła wcale go nie zapewnia.
Myślę, że czasami trzeba zapomnieć siebie. Pozwolić sobie zatęsknić za sobą. Wracasz wtedy do siebie i może się ucieszysz.
Nie lubiłam wtedy u niego zasypiać. Bo nie można się wyspać kiedy boisz się poranka. Bałam się jego porannego pośpiechu, mojego zawstydzenia. Obojętności jednak, bałam się najbardziej.
Przypominałam sobie wtedy wspólne momenty, czułe spojrzenia, szepty do ucha, i moje małe plany jak to będzie-plany tylko w głowie, za bardzo bałam się je wypowiadać. Przypominałam sobie to wciąż, aż czułam smak startej do krwi pamięci. Jednak on rzadko był. Nawet jak był to go nie było. Był nieobecny nawet wtedy kiedy chciałam mu powiedzieć, że go za te nieobecność nienawidzę.Zapominałam o wszystkim jednak kiedy go widziałam.
Często zasypialiśmy razem, na osobnych łóżkach. W osobnych pokojach, w innych miastach. Chyba nie przeszkadzało mi to tak bardzo.
...........................................
Rzeczywiście przetrwałam te kilka dni u niego. Nie zrobiłam przez ten czas oczywiście nic produktywnego.
No chyba, że jedzenie, spanie i granie w LOL'a można nazwać produktywnym. W końcu siódmego dnia stwierdziłam, że czas wziąć się za siebie!
Wstałam z kanapy i powiedziałam do siebie:
- Kupie sobie mieszkanie, znajdę pracę i będę żyć! - po czym usiadłam znów na kanapie i stwierdziłam.
- Ale muszę najpierw zjeść pizzę...
.............................
Kiedy poinformowałam Akirę, że się od niego wyprowadzam dał mi pieniądze na dom. Miał u mnie plecy więc to po części spłaciło jego dług wobec mnie.
****************************** - Dwanaście dni później
- ... No i pomalowałam pokój na czarno...
- To ci nie pogłębi depresji...? - zapytała Eliza.- Wątpię, chyba gorzej być nie może... - stwierdziłam patrząc na moje nowe, białe storczyki kwitnące w doniczkach na parapecie.
- No nie wiem, ty lubisz szorować po dnie...
- ... Może masz rację...
- No cóż ja spadam, papa!
- Dzia... - odłożyłam telefon i poszłam do toalety.
Stwierdziłam, że dzisiaj przydałaby mi się długa odprężająca, gorąca kąpiel. Nalałam wody i weszłam do wanny. Zamoczyłam się w ciepłym, moim nowym, chwilowym narkotyku. Zrelaksowana rozluźniłam mięśnie i pozwoliłam zabrać się do krainy morfeusza.
Mój sen nie trwał jednak długo. Obudziłam się w zabarwionej na czerwono wodzie.
- Wodospad Lucyfera... - Spojrzałam na swoje włosy. Co prawda nie były one długie jednak dokładnie widziałam na nich krew.
- Będzie je ciężko doczyścić jak zaschnie... - westchnęłam zrezygnowana. Wyszłam z wanny i sięgnęłam po ręcznik po czym się nim wytarłam. następnie zaczęłam rozczesywać moje włosy grzebieniem.
-Krew właśnie zczesywałam z włosów,
gdy wpadła grupa komandosów...Nie znasz dnia ani godziny,
tylko bóg je zna...
Nie znasz dnia ani godziny,
tylko ja je znam... - nuciłam pod nosem.
Ubrałam się i "oporządziłam" po czym stwierdziłam krótko:
- To jak scena z kryminału w moich majtkach....
*******************
Zagłada kwiatów trwa,
Koncentracyjny parapet,
W domu mam,
Zniknę zniknę,
Osiodłam tęczę,
I galopem stąd,
W stronę chmur,
Bawią mnie faceci, którzy próbują używać tekstu „Masz okres?” jako argumentu kończącego dyskusję. Mogę wtedy zbliżyć się i wyszeptać: „Zaczynam swój dzień od przebudzenia się w basenie własnej krwi. Chcesz żebym w ten sposób zakończyła twój?”
ale przynajmniej wiem, że nie jestem w ciąży.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz